Image Alt

Dziennik wyprawy

Dziennik wyprawy

2021
2021-09-18

Dzień 29 – 22:30 – Ku zachodowi

Noc prawie idealna. Tę fantastyczną morską scenerię urozmaicali wzmożeni jak nigdy lokalsi. Miejscówka do spania super, tylko oni ze swoją gościnnością, zafrapowani Jelonkiem, nie dawali nam chwili spokoju, częstując herbatą z herbatnikami, a nawet zapraszając do swoich domów. My zaś po 400 km hurgotu Jelonka w kabinie chcielibyśmy chwilę spokoju i odpoczynku. Wzięliśmy ich na sposób i pod pretekstem „maybe tomorrow” zgasiliśmy latarki i poszliśmy spać! Są to jednak twardzi zawodnicy, którzy wracali pod Jelonka nawet po ciemku gdy my już smacznie spaliśmy.
Śniadanie zaś w nieprawdopodobnej scenerii i przy szumie fal, które całą noc nam towarzyszyły. Tym razem nikt z nas nie pamiętał nocnych nawoływań do modlitw, albo nadmorskie siły natury zagłuszyły te pojękiwania. Ruszamy w drogę! Kierunek zachód. W przeciwieństwie do wcześniejszej nadmorskiej promenady dzisiejszy odcinek trasy przebiegł bez emocji i ekscytacji. Po irańskich przeżyciach trudno w nas już wzbudzić silniejsze emocje nawet mijając na swój sposób jakże okazałe tureckie krajobrazy.

2021-09-17

Dzień 28 – 22:00 – Wzdłuż wybrzeża

O ironio! przez górskie przełęcze i serpentyny chcemy dotrzeć do wybrzeża. Jakie to są jednak piękne serpentyny. Trawersami pną się w górę nieliczne, arcytrudne (jak się domyślamy) w budowie domy, na wierzchołkach zaś liczne meczety, z których znów słychać znane nam już pojękiwania o modlitwę. Mijamy miejscowość Karacukur (nie mylić z Karakorum), a tam już tylko z górki. Pogoda nas tu nie rozpieszcza. Jest tak chłodno, że nasz chytry plan porzucenia długich spodni jak tylko opuścimy Iran szybko się kończy. Przeprosiliśmy się także z bluzami. Docieramy nad Morze Czarne. Tu odcinkiem wzdłuż wybrzeża podążamy już tylko na zachód oglądając z kabiny Jelonka zachód słońca chowający się za horyzontem wzmożonych dość mocno fal. W akompaniamencie szumu Morza Czarnego rozbijamy kolejny biwak na plaży. Herbatka, tuńczyk, mortadela, świeży chlebek z masełkiem to już chyba pełnia szczęścia. Dobranoc.

2021-09-16

Dzień 27 – 22:30 – Wjeżdżamy na Rysy (prawie)

Śpimy do oporu, poranne pranie i trochę porządków przeciąga się do południa. Pełni sił ruszamy w drogę przez Turcję. Obieramy drogę przez góry i pięknymi przełęczami podążamy w stronę Morza Czarnego. Jelonek nie bez problemu wzbija się na wysokość 2409 m n.p.m., ale wspina się dzielnie, aby zaraz poczuć swąd palonych szczęk hamulcowych (nie naszych!). Na nocleg zatrzymujemy się w Bayburt, na jednej z ulubionych przez nas stacji benzynowych. Tuż przed nocą zjawa się tajemniczy tubylec. Jak się okazuje lokalny kierowca. Dla odmiany dziś to my częstujemy herbatą. Wpatruje się on jeszcze w podarowaną pocztówkę z Jelczem i odchodzi w siną dal. Rysiek odkrywa nowe miejsce do spania: „Himalaya Lodge Basement”, bo jak lunęło, to szybko wczołgał się w nocy pod samochód. Przy okazji dokonał inspekcji tylnego mostu – sucho, bez wycieków! Nocleg zapowiadał się więc bez kłopotu – do czasu, gdy o 4 rano jękliwie zawyły minarety budząc nie tylko nas na modlitwę. Trochę już przyzwyczajeni puszczamy to mimo uszu.

Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram