Image Alt

Dziennik wyprawy

Dziennik wyprawy

2021
2021-09-19

Dzień 30 – 22:30 – W drodze do Gebze

Poranek na stacji benzynowej w drodze do Gebze dość hałaśliwy. Najpierw koguty dały nam w kość, bo jak się okazało Jelonek zaparkował tuż obok tureckiego kurnika. Niedługo potem, bo o 6 rano kelnerzy kończąc nockę przepalali swoje nie młodsze od Jelonka auta osobowe budząc do życia cały parking. Ruszamy w drogę. Po pierwszych 100 km uświadamiamy sobie, że powinno już nam brakować w zbiornikach tego „wyeksportowanego” z Iranu oleju napędowego. Jelonek jednak bez trudu przekracza 100 km/h jadąc na luzie z górki! Czuć jakby dryfował, wrzucenie teraz piątego biegu mogłoby się objawić sporym przekroczeniem wszelkich możliwych norm jakościowych przebywania w kabinie. Po kilku kilometrach odnajdujemy stację, na której możemy się dogadać po rosyjsku z drugim kierowcą tureckim. Pracownik stacji obdarowuje nas ścierką dla Jelonka i kilkoma butelkami wody – jesteśmy nadal pod wrażeniem gościnności jaka spotyka nas podczas każdego postoju. Dojeżdżamy do Gebze. Jutro mamy zaplanowaną wystawę himalajską w tureckim oddziale firmy Adient. Mamy w planie hucznie przypomnieć nasz narodowy dorobek motoryzacyjny – Jelcz jako Jeżdżący Pomnik Złotej Ery Polskiego Himalaizmu, a także opowiedzieć o dokonaniach Polaków w historii himalaizmu światowego nie zapominając o zapleczu organizacyjnym Polaków. Jelonka wraz z całą galerią fotografii postawimy przed samym wejściem do zakładu, gdzie będą mogli to zobaczyć pracownicy firmy w trakcie dwóch zmian produkcyjnych. Trzymajcie kciuki!

2021-09-18

Dzień 29 – 22:30 – Ku zachodowi

Noc prawie idealna. Tę fantastyczną morską scenerię urozmaicali wzmożeni jak nigdy lokalsi. Miejscówka do spania super, tylko oni ze swoją gościnnością, zafrapowani Jelonkiem, nie dawali nam chwili spokoju, częstując herbatą z herbatnikami, a nawet zapraszając do swoich domów. My zaś po 400 km hurgotu Jelonka w kabinie chcielibyśmy chwilę spokoju i odpoczynku. Wzięliśmy ich na sposób i pod pretekstem „maybe tomorrow” zgasiliśmy latarki i poszliśmy spać! Są to jednak twardzi zawodnicy, którzy wracali pod Jelonka nawet po ciemku gdy my już smacznie spaliśmy.
Śniadanie zaś w nieprawdopodobnej scenerii i przy szumie fal, które całą noc nam towarzyszyły. Tym razem nikt z nas nie pamiętał nocnych nawoływań do modlitw, albo nadmorskie siły natury zagłuszyły te pojękiwania. Ruszamy w drogę! Kierunek zachód. W przeciwieństwie do wcześniejszej nadmorskiej promenady dzisiejszy odcinek trasy przebiegł bez emocji i ekscytacji. Po irańskich przeżyciach trudno w nas już wzbudzić silniejsze emocje nawet mijając na swój sposób jakże okazałe tureckie krajobrazy.

2021-09-17

Dzień 28 – 22:00 – Wzdłuż wybrzeża

O ironio! przez górskie przełęcze i serpentyny chcemy dotrzeć do wybrzeża. Jakie to są jednak piękne serpentyny. Trawersami pną się w górę nieliczne, arcytrudne (jak się domyślamy) w budowie domy, na wierzchołkach zaś liczne meczety, z których znów słychać znane nam już pojękiwania o modlitwę. Mijamy miejscowość Karacukur (nie mylić z Karakorum), a tam już tylko z górki. Pogoda nas tu nie rozpieszcza. Jest tak chłodno, że nasz chytry plan porzucenia długich spodni jak tylko opuścimy Iran szybko się kończy. Przeprosiliśmy się także z bluzami. Docieramy nad Morze Czarne. Tu odcinkiem wzdłuż wybrzeża podążamy już tylko na zachód oglądając z kabiny Jelonka zachód słońca chowający się za horyzontem wzmożonych dość mocno fal. W akompaniamencie szumu Morza Czarnego rozbijamy kolejny biwak na plaży. Herbatka, tuńczyk, mortadela, świeży chlebek z masełkiem to już chyba pełnia szczęścia. Dobranoc.

Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram