Dzień 28 – 22:00 – Wzdłuż wybrzeża
O ironio! przez górskie przełęcze i serpentyny chcemy dotrzeć do wybrzeża. Jakie to są jednak piękne serpentyny. Trawersami pną się w górę nieliczne, arcytrudne (jak się domyślamy) w budowie domy, na wierzchołkach zaś liczne meczety, z których znów słychać znane nam już pojękiwania o modlitwę. Mijamy miejscowość Karacukur (nie mylić z Karakorum), a tam już tylko z górki. Pogoda nas tu nie rozpieszcza. Jest tak chłodno, że nasz chytry plan porzucenia długich spodni jak tylko opuścimy Iran szybko się kończy. Przeprosiliśmy się także z bluzami. Docieramy nad Morze Czarne. Tu odcinkiem wzdłuż wybrzeża podążamy już tylko na zachód oglądając z kabiny Jelonka zachód słońca chowający się za horyzontem wzmożonych dość mocno fal. W akompaniamencie szumu Morza Czarnego rozbijamy kolejny biwak na plaży. Herbatka, tuńczyk, mortadela, świeży chlebek z masełkiem to już chyba pełnia szczęścia. Dobranoc.






