Dzień 32 – 23:00 – Granica z Bułgarią
Ostatnie tankowanie w Gebze i jedziemy na granicę. Tam o dziwo wszystko przebiegło ekspresowo (tylko 4 godziny). Strona turecka przemieliła nas jednak wyjątkowo od okienka do okienka. Wszystko w poszukiwaniu tajemniczego Mr. Memmeth, do którego każdy z celników nas kierował. Trafiamy na oddział dezynfekcji, gdzie młody Turek pokierował dalej nasz karnet ATA w odpowiednie ręce. Po uiszczeniu bakszyszu w trybie ekspresowym dostajemy podpite dokumenty. Teraz już tylko strona bułgarska. Granica oblegana przez celników z psami trzepiących niemal wszystkie samochody osobowe w obie strony. Z bagażników wylewa się rzeka przemycanego alkoholu (głównie do Turcji). Kolej na nas, celnik jednak nie chce otwierać naszej nie małej paki, bo widząc odstraszający już karnet ATA kieruje nas na cło. (i tak odkryliśmy największy i jedyny atut tego papieru). Tam jeszcze bardziej zdegustowana celniczka podbija wszystko w ciemno! I tak straciliśmy możliwość przemytu czegokolwiek w dowolnej ilości. Nawet nie zauważyli naszej trawy – rozchodnika na Burubahajce. Przez 4 granice, 8 kontroli, nikt nie zauważył tej wspaniałej plantacji – zielonek dachu na dachu świata. Ot wdzięk osobisty Jelonka! Żebyśmy my o tym wiedzieli od początku…
Przed wpuszczeniem do Bułgarii jeszcze obowiązkowa dezynfekcja podwozia i kół Jelonka nie bagatela za 1,5 EUR. Kolejne kilometry w bułgarskich krajobrazach już w otoczeniu nocy. Trafiamy na nocleg na znane nam już wcześniej miejsce dla Tirów – Gurkowo.






