Dzień 7 „Pierwsze dachowanie”

Dzień 7 „Pierwsze dachowanie”

Stało się, pierwsze „dachowanie” za nami – Arek spał na Burubahajce. Muszę w końcu tam wleźć na tej wyprawie, bo jestem ciekawy gdzie trzymał głowę, czy bliżej słowa Poland, czy Nepal, jest tam kawał ceownika. Szczęśliwcy wbili się jeszcze sprawdzić odporność na grzyba do pokoju Ryśka i Darka wziąć prysznic. Ja włożyłem już głowę pod kran na Jelczu. Zanim zebrała się cała ekipa posprzątałem w kabinie. Wysypałem masę plastiku i zjedzonych batonów This1 (podziękowania dla Łukasza „Batona”!).
No to kierunek New Delhi. Omijając kolejne przeszkody (czytaj chodzące po highway krowy), dojeżdżamy do Jajpur – tu Indie cofają się o 2 dekady! Arek układa Jelonka na drodze jak w tetrisie bez strat! Przy okazji policja znów kontroluje naszego drivera (ale mu musi z oczu patrzyć), nas też próbuje, ale oficer był za niski i może usłyszeć z mojego okna tylko „Himalaya”, macha ręką i jedziemy dalej. O! Tu stań, jest miejsce, parkujemy na rondzie. Jesteśmy przy samym pałacu wiatrów, ale to Jelonek jest tu największą atrakcją. Lokalsi robią sobie z nim zdjęcia, ale podchodzą również turyści z Polski. Miejscowość jest jakby uszyta tu pod turystów, dlatego zamiast zwiedzania zabytków przejmujemy riksze i jedziemy się zgubić. Tak nas zafascynował ten świat, że zaczynamy z Arkiem jeść już owoce bez mycia, co się później okaże, przedstawiciele ambasady nawet po dłuższym pobycie w Indiach, odradzają. Sami używają specjalnych środków do płukania owoców, a raz na kwartał specjalnych leków na odrobaczanie. Cóż, my już przyjęliśmy arsenał flory na drodze z Bombaju. Zjedzenie brudnych bananów nic nam nie zrobiło. O 23 meldujemy się na granicy z New Delhi. Czeka na nas specjalny wysłannik IMF, który przesiada się do Jelona, eskortuje nas przed Jelonkiem jego kierowca, bo sam Jelcz nie ma pozwolenia na wjazd do ścisłego centrum – czyli znów na Dyzmę. Po nocnej estakadzie (jak w Europie, tylko smog daje niemiłosiernie) tubylcy z aut osobowych filmują nas na Instagrama i wysyłają gorące pozdrowienia w wiadomościach. Panuje niesamowita ekscytacja po ulicach Delhi. Jelonek kosi wiele gałęzi na drogach nie przewidzianych dla ciężarówek. Emocji zenit – zawitaliśmy do Indian Mounteneering Foundation! Znów parkujemy na rodzie na wprost wejścia do instytutu. Po jednej stronie rozbudowana ścianka wspinaczkowa (Arek już się na nią umawia), po drugiej stronie budynku tyrolka. Wchodzimy do środka, hol przyozdobiony w obrazy i fotografie gór. Są tez eksponaty i prawdziwe muzeum. Szczerze – wygląda tu jak w naszym schronisku. Mamy duże pomieszczenie z kilkunastoma wyrkami (na które też załapał się nasz lokals). Warunki jak w górskim 5stars! Ah samotnia mi się przypomniała… do jutra!
M.

Po pierwszym biwakowym noclegu (nie wszyscy i nie na raz), kierunek Delhi ale… Po drodze jeszcze Jajpur, stolica Stanu Rajasthan. I po raz pierwszy mam prawdziwe stare Indie. Stare miasto zachwyca orginalnością, podkolorowaną trochę pod turystów, ale i tak nas zachwyciło.
A że czas nas gonił (23h w Delhi), to dalej w drogę. Znalezienie miejsca docelowego już w samym mieście zajęło nam ponad godzinę. W sumie podróż dzisiaj 15 godz. Idziem spać.
R.

video
play-sharp-fill
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram