Dzień 12 „Bardiya National Park”
Pierwszy poranek w Nepalu i od razu wsteczny. Spotkaliśmy bowiem po 25km parę rodaków na wynajętych w Indiach motorach i po wspólnym zdjęciu, poradzili nam zawrócić do miasta po karty SIM. Odwiedziłem też bank, ale nie chcieli mi zamienić $. Kolejny raz pocztówka z Jelczem pomogła wynegocjować przychylną decyzję urzędnika. Niesamowite klimaty po drodze, jesteśmy tu jedynymi turystami na drodze. Ciężarówka robi wrażenie na tubylcach. Arek dla odmiany jedzie na dachu na burubahajce. Jadąc przez malowniczy rezerwat co chwilę mamy kontrole. Nie uwierzycie, wygląda to na odcinkowy pomiar prędkości. Chcą nam wlepić mandat, bo Jelonek wyprzedzał podejrzanie wolno jadące pojazdy. Okazuje się, że prędkość 40km/h jest uzasadniona. Spisują tablice rejestracyjne i kolejność kto za kim jedzie ponieważ panują tu tygrysy, które atakują motocyklistów. Te muszą jechać w konwoju. Kolejność i ilość musi się zgadzać. Przypomniałem sobie od razu spotkanie na Transfarganskiej w Rumunii z niedźwiedziem w cztery oczy. Nocować tu na Jelczu nie byłoby rozsądnym pomysłem. Dzień kończymy w hotelu przy sadzawce z komarami.
M.
—
Dzień się zaczął trochę organizacyjnie, bo dopadliśmy salon GSM to wszyscy zaopatrzyli się w SIM cards i teraz nie ma problemu z internetem (PLN 30 60GB na 28 dni). Drugi punkt: bankomat i wymiana kasy. I tak zaopatrzeni wyruszamy w drogę. W sumie nic specjalnego. Co trochę oryginalnego to fakt, że tę zachodnią część Nepalu turyści odwiedzając rzadko, tak więc bardziej my stanowiliśmy atrakcję. Dzięki wspomnianej wcześniej polskiej parze motocyklistów, którzy pchali przed nami, mieliśmy zaklepany hotel, ze zdjęć menu zrobiliśmy zamówienie i dzień zakończyliśmy sprawnie, bez zwłoki.
R.











