Dzień 1 „Akcja Jelcz wraca do Polski”
Po wielu miesiącach Jelcza w podróży nastał dzień, gdy kończy on w Nepalu promowanie górskiej historii polskiego himalaizmu. Te wspaniałe miejsce pod względem zachwalania naszego narodowego dziedzictwa to główne wejście do International Mountain Museum. Przez ostatnie miesiące odwiedziło je (i Jelonka) kilkanaście tysięcy gości z całego świata (duma).
Przekazanie pojazdu rządowi nepalskiemu, aby stał się on na stałe monumentem polsko-nepalskiej historii było ambitnym pomysłem. Dziś jednak wiemy, że trzeba wsiadać do kabiny i ruszać do Polski… na kołach!
Pakowanie trwało krótko – lecimy w zasadzie na pusto. Zabieramy ze sobą nasze irańskie walizki, które zostały zakupione w Teheranie podczas próby zdobycia Jelczem Himalajów w 2021. Piątkowy późny wylot to jedno z ostatnich połączeń międzykontynentalnych z KRK. W trakcie dłuuuugiego międzylądowania w Sharahhkrakajaha (nigdy się nie nauczę) zyskujemy czas, aby przemyśleć plan powrotu. Niestety wskutek braku snu i 6 godzinnego wywoływania wszystkich lotów z głośników podkręconych do stopnia słyszalności przez zatyczki do uszu, nie za wiele udaje się zaplanować. Wciąż tylko „Attention please friendly reuest” jak to Rysiek mówi 60sek na minutę! Sam w skutek tego nie słyszał nawet silników po wejściu do samolotu. No dobra – mamy wydaje się wszystko: papierowe wizy: są (dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, i nie chcą się przekonać na własnej skórze to nie wjedzie się do Indii lądem na e-wizie); Sterta dokumentów „przewozowych”: jest; otwarta lista zadań na kolejną dobę, aby udało się sprawnie opuścić Nepal: jest. No właśnie co jest na liście?
Pierwsze primo to jak się dostać do Pokhary. Samolot jest wygodny, ale w sobotę wieczorem już nie ma odlotów, a nam spieszno do Jelonka. Tu z pomocą przychodzi nam niezawodny Sujan i wprost przysyła dla nas kierowcę. Droga do Pokhary w nocy potrwa szybko mówi, bez korków mówi. Czemu nie!
Drugie secundo, jeśli już zakładamy przyjazd do Pokhary po pierwszej w nocy to dzwonimy i uśmiechamy się do naszego zaprzyjaźnionego bossa hotelu Snow Hill, usytuowanym przy samym malowniczym jeziorze. Dobrze, że karta z SIM z tamtego roku zadziałała. Tu faktycznie za 11zł trzeba było ją tylko doładować na lotnisku. Dobrze mieć, zwłaszcza, że otrzymanie jej wiązało się z procedurą niczym wzięcia kredytu w nepalskich rupiach.
Stale próbuję też dopiąć Jelonkowi sprawę ubezpieczenia na Nepal i Indie. Nie jest to, jak się okazuje takie proste i póki co wiem, że ktoś z oddziału w Pokharze na nas czeka z tym tematem.
Po prawie dobie w podróży ruszamy więc w kolejną, tym razem lądem w stronę Pokhary. Cytując Ryśka” „i tu zaczyna się horror, ale o tym już jutro”.
M.





