Dzień 10 „Taj Mahal!”
Nie – tego przegapić nie mogliśmy. Dziś będzie krótko, ale intensywnie. Kierunek Agra. To tu nasi himalaiści w 1979 również zwiedzali ten cud świata i tak – to jest prawdziwy cud. Na żywo robi tak ogromne wrażenie, że trudno będzie zapomnieć ten wspaniały monumentalny widok zbudowany z białego marmuru. Temperatura jest wysoka, do tego bezchmurne niebo, niemal identyczny widok jaki pamiętam ze slajdów mojego taty, tych slajdów ze strychu, które zawsze były dla mnie czymś nieosiągalnym do realizacji, czymś enigmatycznym i niezwykłym. A dziś? Jesteśmy tu z jego przyjaciółmi z wyprawy sprzed 45 lat, w dodatku Jelczem, takim samym, którym pokonywali tę samą trasę, co było wręcz karkołomnych osiągnięciem. Jeśli to mnie dziś tak rusza, jestem niemal pewien, że po przybyciu pod „ich” górę w Himalajach, gdy staniemy przed pamiątkową tabliczką i wykutymi w skale napisami w 1979r, ja chyba pęknę i się zwyczajnie poryczę… Ruszamy w środku nocy na granicę z Nepalem!
M.
—
Dzisiaj cały dzień turystyki. Będąc 250km od Agry z jej najsławniejszym zabytkiem (jednym z 7 Cudów Nowożytnego Świata) – Taj Mahal, grzechem byłoby nie zobaczyć. No to w drogę i chajda, a jutro o 3:45? Bo okno transportowców w Delhi jest od 23:00 – 7:00, czyli powinniśmy się wydostać. Acha!!! A co z Taj Mahal? Tłumy, tłumy, tłumy, ale wspólnie i na koniec zgodziliśmy się, że warto było.
No, ale słuchajcie (czytajcie ?) jest 23:50, nie wiem czy będzie potrzebna pobudka, ale i tak jesteśmy nakręceni, że w końcu jutro będziemy w Nepalu!!!
R.






