Dzień 13 „Przełęcz”
Co tu się wydarzyło w ogóle? Ten wpis nie będzie obszerny, dodam tylko, że Jelonek wjechał po zmroku w miejscowość górską z tak wąskimi i krętymi uliczkami, że tubylcy tylko zaparkowane skutery chowali do straganów, aby się nie nadziały na kieł Jelcza. Jelonek nie miał też łatwo w górnym wymiarze, atakowały go zwisające do samych lusterek kable elektryczne. Arek – chapeaus. Chcieliśmy zaoszczędzić czas, straciliśmy 3 godziny i po nocy opuszczaliśmy tę przełęcz jadąc max 30km/h. Na szczęście rzutem na taśmę dojechaliśmy do jakieś miejscowości gdzie zostaliśmy na noc.
M.
—
W sumie trzeba by o tym dniu zapomnieć. Logistycznie porażka. Trudno było dojść do consensusu, jak długo jedziemy, gdzie się zatrzymujemy. Atmosfera w pewnym momencie się zagęściła, tak jak i droga. W poszukiwaniu hotelu wbiliśmy się w samo centrum jakiegoś miasta, gdzie riksze miały problem z jazdą. Cisnęliśmy się tak pomiędzy straganami, że można by było zgarniać towar prosto z Jelcza. Ale jak to zwykle na koniec dobiliśmy do noclegu. Plus z tej sytuacji taki, że zostało nam na jutro tylko 65km do Pokhary! Może tylko, ale zajmie to i tak min. 4 godziny. Tyle na dzisiaj. Pa!
R.










