Dzień 27 – 22:30 – Wjeżdżamy na Rysy (prawie)
Śpimy do oporu, poranne pranie i trochę porządków przeciąga się do południa. Pełni sił ruszamy w drogę przez Turcję. Obieramy drogę przez góry i pięknymi przełęczami podążamy w stronę Morza Czarnego. Jelonek nie bez problemu wzbija się na wysokość 2409 m n.p.m., ale wspina się dzielnie, aby zaraz poczuć swąd palonych szczęk hamulcowych (nie naszych!). Na nocleg zatrzymujemy się w Bayburt, na jednej z ulubionych przez nas stacji benzynowych. Tuż przed nocą zjawa się tajemniczy tubylec. Jak się okazuje lokalny kierowca. Dla odmiany dziś to my częstujemy herbatą. Wpatruje się on jeszcze w podarowaną pocztówkę z Jelczem i odchodzi w siną dal. Rysiek odkrywa nowe miejsce do spania: „Himalaya Lodge Basement”, bo jak lunęło, to szybko wczołgał się w nocy pod samochód. Przy okazji dokonał inspekcji tylnego mostu – sucho, bez wycieków! Nocleg zapowiadał się więc bez kłopotu – do czasu, gdy o 4 rano jękliwie zawyły minarety budząc nie tylko nas na modlitwę. Trochę już przyzwyczajeni puszczamy to mimo uszu.






