Dzień 3 – 23:40
Dziś pospane! Wyglądam z Himalaya Lodge, Rychu leży plackiem w śpiworze i na dwóch karimatach (chyba ciągnie) na trawie pod Jelczem. Mówi, że tak spali w 1979 roku. Dzień rozpoczyna się od wizyty w fabryce Apollo Tyres. O dziwno nic nie trzeba dziś naprawiać. Arek zaczyna dzień bez klucza w ręce (Sic!). Na śniadanie dieta cud herbata.
Załoga Apollo przyjeżdża z Budapesztu – widać, że Krzysztof Schaffer pomaga nam z pasji!. W japonkach nie chcą mnie wpuścić. Zapoznajemy się z procesem produkcji opon po nie krótkim shopfloor walk’u. Wspólne zdjęcie i ruszamy! Stop, nie ruszamy, padły akumulatory rozruchowe. W międzyczasie Arek nie nasycony zajęciami zawodowymi w szale wpada w porządkowanie kabiny Jelonka, co skutkuje dodatkową zwłoką.
Ruszamy na Rumunię o 15:35! Podróż się trochę dłuży. Jedzie z nami nadal Arek Bolicki z Greenfond, który niestety wkrótce musi zawracać do Polski. Jego pomoc była nieodzowna zwłaszcza na początku wyprawy. Rysiek mówi: „to dobry duch” tego wyjazdu! Krótkie pożegnanie na MOP’ie przed granicą z Rumunią i już jedziemy tylko na dwa auta.
Rumunia – podejście pierwsze: halt stop – za duży tonaż i zamieniamy przejście na 100km dokładki. Podejście drugie: tonaż OK, ale dokumentów transportowych NIET! Rumuni nie chcą nas puścić i pytają co wieziemy. Udaję głupa i biere paszporty covidowe. Tiry za nami już trąbią i się niecierpliwią! Po wyjaśnieniach, że mamy tylko 1600 kg części zamiennych, muszą się nas pozbyć z granicy i machają ręką na do widzenia.
Najtrudniejszym jednak momentem przekroczenia granicy jest lokals, który nie przyjmuje złotówek, a wymył już nam wszystkie szyby i nie puszcza dalej. Krakowskim targiem za 2 EUR odstąpił od „pozycji Rejtana”.
Jesteśmy w Rumunii! Wreszcie jakaś inność odbiegająca od Europy! Klimat może biedny, ale fascynujący. Pobudza Arka wspomnienia z dzieciństwa. Lokalsi pod sklepami po północy, policja stojąca co wioskę bez interwencji. Dziurawe drogi i skupiska masy kabli ozdób przewieszonych nad drogami. Wreszcie po dalszej jeździe wita nas ochroniarz firmy Adient. Wszyscy są zajechani, ale jajecznica na krakowskiej kiełbasie budzi noc. To był nasz cel na nocleg. Jako pracownik na etacie, poprosiłem nasz oddział w Jimbolii o miejsce dla Jelonka. Parkujemy tuż obok kantyny podczas przerwy zmiany nocnej. Pracownicy na zewnątrz są skonsternowani. Rychu uświadomił mi, że nie odbiłem się kartą pracowniczą – przecież jestem na urlopie i mogę się napić…



