Dzień 5 – 22:35
Wstajemy… i tylko dwa nasze auta na placu. Ruszamy na granicę z Bułgarią, a na trasie niespotykane klimaty. Jelonek zapewne je pamięta Bryczki poruszające się razem z tirami, kierowcy z wystającymi spod podwozia nogami na środku drogi i pasterze kóz, cierpliwie czekający ze swoimi stadami na wejście przed maskę samochodu.
Im bliżej granicy tym cieplej dlatego jak widzimy klimatyczny zalew z restauracją na palach decydujemy się na krótki pit-stop. Z pełnymi brzuchami atakujemy granicę. Za radą spotkanych dzień wcześniej truckersów idziemy na całego i Jelonek ustawia się na pasie dla samochodów osobowych. O dziwo zarówno po rumuńskiej, tak i po bułgarskiej stronie wzbudza sympatię, dzięki czemu bez problemu lądujemy po drugiej stronie Dunaju w Ruse.
Bułgarskie drogi nas nie rozpieszczają, a dodatkowo nawigacja prowadzi nas po zmroku w głęboki las. Na szczęście Arek zareagował w ostatniej chwili i wyprowadził nas z powrotem na właściwy kurs.
Ponieważ manualna tarczka każe kierowcy już zakończyć dzień, zatrzymujemy się na pierwszym napotkanym parkingu. Tu zaś mamy nadzieję nie spotykać już kolejnych niespodzianek. Po ubikacjach „na Małysza” i paru innych, nienadających się do dziennika , udajemy się na spoczynek. Jutro Turcja!




