Dzień 6 „Harikrishna”

Dzień 6 „Harikrishna”

Po wczorajszych emocjach (dwóch) i to takich, które jestem pewien, że normalny turysta miewa w odstępie kilku lat, wzięliśmy jakieś pokoje za 600 rupii od głowy (25zł). Niby klasa, ale o 6 rano zaczęło się czyszczenie pokoi! Włączył się jakiś alarm, który był tylko budzikiem naszego drivera, który próbował się wbić do naszego pokoju. Dobrze, że przekręciłem klucz w drzwiach, bo szarpał wszystkie klamki. Wstaliśmy o 7 i wtedy nasz lokals postanowił dzwonić do naszych drzwi (tak, każdy pokój miał swój dzwonek), standardowo zaczął pytać, czy chcemy kawę (której i tak nie zamówił). Wyjazd o 9! I tak nie dało się tu wytrzymać, bo od 6 wyłączyli klimę. Krótka narada i startujemy na północ.
Dziś świat za oknem Jelonka wygląda zupełnie inaczej. Im dalej od Bombaju to kolejna dekada w przeszłość. Dziś zatrzymujemy się na czaj w pięknych oazach, z których rozpościerają się tylko wzgórza i pagórki. W dolinie widać jak wolno i spokojnie płynie rzeka, na brzegach której pasą się owce i koziołki. Jelonek jak i kierowcy dają radę. Podczas przejazdu przez jedną z miejscowości wyłania się zza drzew ogromny monument Harikrishna (chociaż tu mamy wewn. spór czy nie jest to Shiva). Załoga stop, zjeżdżamy zaczerpnąć wschodniej religii. Ja z Arkiem podejmujemy rękawice wejścia na głowę Kryśki schodami, reszta ekipy spaceruje po parku pod pomnikiem. Na wejściu do posągu zatrzymują nas i nakazują zdjąć japonki, a już myślałem, że dziś bez emocji. Biegniemy na boso po kaflach imienia tysiąca grzybów i jakie zdziwienie, gdy wskazują nam windę. Cóż – będzie dużo widać i szybciej wrócimy. Nic bardziej mylnego, zanim nas wpuścili na górę zrobiło się ciemno, a halogeny oświetlające z dołu Kryśkę całkowicie rozmazują krajobraz. Idziemy wyżej mówimy, balkonem o podstawie z szyby po zewnętrznym ramieniu (to było fajne jak na grzyba), i dalej do kolejnej windy. Ostatnie zdziwienie – winda pojechała w dół, a na claima usłyszeliśmy – upgreat your ticket – good bye. Nic tu po nas, odpalamy Jelonka i w drogę. Od około 1 w nocy nie możemy odszukać dogodnego spania, Lal (nasz lokalny driver, bo chyba go nie przedstawiłem) znajduje coraz to “lepsze” hotele, że decydujemy się na noc w Jelonie – za wyjątkiem Ryśka i Darka, którzy testują swoje dermatologiczne predyspozycje w pokoju 106 – oby do rana, jest już 3:15 gdy to piszę. Jutro o 21 musimy być w New Delhi!
M.

W zasadzie dzień bez historii. Po południu zobaczyliśmy z perspektywy największą na świecie postać Sziwy: 112m – statue of Belief, która okazała się częścią Parku Rozrywki, a nie świątynią, ale i tak straciliśmy tam 2 godz. Także spać poszliśmy ok. 2 a.m.. Jutro Delhi!
R.

video
play-sharp-fill
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram
Wyślij e-mail
Polub nas na FB
Zobacz na na YT
Śledź nas na Instagram