Wyjazd pod Ararat, Rysiek mówi, ze plenery jak 40 lat temu. Kilka ujęć Darka Załuskiego z drona, który nie wiadomo skąd został zablokowany przez tureckie służby. Jelonek pokazuje swoje offroad’owe zdolności i po powrocie zaczęło się. Szczęście w nieszczęściu znaleźliśmy przydrożny hotel. Po kolei jeden za drugim lądujemy w pokojowych łazienkach z rozstrojem żołądka. Support team wyrusza w drogę powrotną zostawiając trójkę obesr…ów z pięknym widokiem na Ararat. Czeka nas interesująca noc! Od dziś jesteśmy zdani na siebie, dziękujemy za wsparcie i urozmaicenie dotychczasowej drogi. Mamy za sobą już 3800 km.
Wyjątkowo szybkie śniadanie, wyjazd z parkingu zorganizowany jak nigdy. Nie mijamy żadnych pojazdów na zachodnich rejestracjach. Za to kierowcy irańskich tirów wielokrotnie nas pozdrawiają (a co z embargiem na Iran?). Jelonek sunie do przodu przez kolejnej przełęcze i nie pęka. Góry coś między zlepieńcem, a piaskowcem tworzą niesamowity klimat. Podczas postojów podchodzą do nas bardzo przyjaźnie nastawieni tubylcy. Jeden koniecznie chce zrobić sobie z nami zdjęcie, ale tylo naszym aparatem. Chcą być uwiecznieni w naszej historii.
Dojeżdżamy pod Ararat – po prostu piękna góra, robi monumentalne wrażenie do tego stopnia, że zatrzymujemy się na pasie awaryjnym. Z drugiej zaś strony Jelonek na tle zachodu słońca. Te chwile zostaną zapamiętane. Wszyscy są zgodni, znajdujemy pierwsze miejsce na nocleg nie mogąc się doczekać tego widoku o poranku.
Parking dla autobusów wycieczkowych nie był dobrym pomysłem. Spanie pod Jelczem pod plandeką w połączeniu z dużym ruchem ciężarówek i alarmem akumulatorowym zmarnował ostatnią szansę na sen. Poranne śniadanie na przemysłowych szpulach energetycznych i w drogę. Już za Sivas pojawiają się pierwsze długie podjazdy na ponad 2000 m n.p.m. Jelonek nie pęka, odpalamy dodatkowe chłodzenie (upał w kabinie). Jelonek wyprzedza lokalsów jeden za drugim.
Pierwsze zapierającej dech w piersiach widoki i pierwszy prawdziwy test hamulców Jelonka. Zajeżdżamy na noc na parking z przydrożnym meczetem i widokiem jak na Szrenicę. Rozpalamy ognisko i okupujemy wiatę. Wieczór reportażowy Darka Załuskiego – wieczorne Polaków rozmowy z nutą nostalgii. Rysiek wraca do 1979 roku do Annapurny Południowej otwierając się ponownie przed kamerą.
Niepokojący spadek temperatury nie wróży nic dobrego. +3 stopnie dają w kość, a my w końcu jedziemy w irańsko-pakistańsko-hinduskie upały. Dobrze, że był dostępny koc z pokrywy silnika Jelonka, który przydaje się na takie okoliczności. Już niedługo Iran…



































